Dodano dnia 01.01.1970
Opinie o tym artykule
  • kubekkoli napisał: Dodane 14.05.2014
    Polecam wspólny wypad w góry, nawet na weekend, kontakt z naturą zawsze pomaga w zebraniu myśli i odreagowaniu złości. Robię tak od wielu lat i zawsze pomaga na małżeńskie spory.
  • Grażyna napisał: Dodane 06.03.2015
    A ja myślę, że kłótnie w związku pojawiają się wtedy, gdy nam się wydaje że komuś się wydaje że nam się wydaje. Niedopowiedzenia, brak konkretów, brak odwagi w mówieniu wprost. Ludzie teraz mówienie o uczuciach nazywają asertywnością, ale to niewiele ma ze sobą wspólnego moim zdaniem, bo to zasłanianie się jakimiś nlp-owymi dyrdymałami. Trudno jest teraz o taką zwyczajną, ludzką bliskość i szczerość.
  • napisał: Dodane 12.03.2015
    Najtrudniej jest mówić wprost o swoich uczuciach, szczególnie kobietom. Nie mam pewności skąd to się bierze, ale chyba jest trochę tak, że już od małych dziewczynek wymaga się żeby były grzeczne, miłe i posłuszne. I żeby się nie złościły, bo przecież "złość piękności szkodzi" ;) No i z takim bagażem ruszamy w świat. Piękne, miłe i... wyposażone w cały arsenał naszych sposobów na osiąganie tego co chcemy. Nie przez otwarte mówienie tego co czujemy, ale właśnie przez przemilczanie, "dawanie do zrozumienia", "niewinną" manipulację, fochy itd. No bo żadna mi nie powie, że nie daje swojemu facetowi do zrozumienia, że coś jest nie tak ;) Niestety oni nie mówią takim językiem bo nigdy nie musieli się go uczyć. I zamiast tracić energię na wpajanie im, że nasze wymowne milczenie coś znaczy, po prostu zacznijmy mówić wprost o rzeczach które nam nie pasują. I to nie wtedy gdy zalewa nas już fala złości, ale w momentach kiedy czujemy ten lekki dyskomfort a do głowy przychodzi myśl "pozbierałbyś te talerze człowieku" ;)
  • Mola napisał: Dodane 02.10.2019
    Każdemu dobrze się mówi, doradza, bo każdy ma innego męża. To nie jest takie proste komuś doradzić co ma zrobić i jak postępować w czasie kryzysu w małżeństwie. Bo często jest tak, że sielanka małżeńska nawet z trudnymi problemami trwa długi czas a później te wszystkie skumulowane emocje biorą górę i z byle powodu wybucha złość. Wiem to z autopsji swojego małżeństwa. Ja jestem w małżeństwie od 20 lat, właśnie minęło to w sierpniu tego roku. Był już nie raz czas sielanki życia, chciało się żyć i dla siebie, męża i dla syna, ale później przychodziły czasy złości, wymawiania i obwiniania się. Nigdzie nie ma w rodzinie w życiu małżonków jak to mówią "Kościoła" ale nigdzie też nie ma ciągłego "bałaganu" ale jak to tez mówią "własne brudy pierze się w swojej łazience" dlatego ja tez przyjęłam taką opcję, że muszę przeczekać ten czas, nie wiem jak długo to można w taki sposób ciągnąć, ale mam syna, który niebawem skończy 18 lat, ale kocham go nad życie. I nigdy Dziecka nie nastawiałam przeciwko ojcu, ani mąż przeciwko mnie, syna. Ale syn jest dla mnie takim motorem mojego życia, wytrzymam wszystko dla niego. Czasem sobie popłaczę do poduszki lub podczas kąpieli pod prysznicem i przeczekam ten trudny czas dla nas obydwojga.
Dodaj własną opinię
Zaloguj się aby dodać opinię