Dlaczego Psychoterapia nie Działa

Zdjęcie
Dodano dnia 06.12.2016

Na początku drogi terapeutycznej pojawiają się pytania dotyczące tego, jak długo trwa terapia, kiedy i jakich efektów Pacjent może się spodziewać. W końcu po to ktoś przychodzi na terapię, aby zmienić coś w swoim życiu, aby doświadczyć innej jakości życia na różnych jego płaszczyznach. Deklaracja Pacjenta związana z chęcią i gotowością do (współ)pracy jest oczywista, uzasadniona i realna. I nawet jeśli na początku terapii Pacjent doświadcza (nawet subtelnych) zmian, to po jakimś czasie (zwłaszcza gdy mówimy o długoterminowej terapii) zaczyna pojawiać się myśl, uczucie, że psychoterapia nie działa.

W chwili rozpoczęcia terapii zwykle jest wiele oczekiwań, chęci do zmiany. Terapia może wydawać się czymś egzotycznym, wyjątkowym, ma miejsce zjawisko idealizacji terapeuty. Ten obraz wyjątkowości z czasem zaczyna blaknąć, pojawiają się trudne emocje związane z osobą terapeuty, nasila się proces przeniesienia, w związku z czym w wielu przypadkach terapeuta przeżywany jest przez Pacjenta jako osoba nieżyczliwa, niewspierająca, a nawet zagrażająca jego życiu wewnętrznemu i relacjom z innymi ludźmi. Takie poczucie często podlega zjawisku falowania, czasami Pacjent przeżywa terapię jako coś, co przynosi mu korzyści, czasami nie czuje żadnych efektów.

Ważnym jest fakt, w jaki sposób Pacjent wybiera psychoterapeutę - czy jest to kwestia przypadku, opinii lub polecenia innych osób, wyboru skrajnie różnej od Pacjenta osoby. Czasami Pacjent wybiera terapeutę z takimi cechami (wiek, płeć, podejście terapeutyczne, katolicka uczelnia, itp.), aby w nieświadomy sposób w trudnym momencie terapii był to argument do tego, by terapeutę porzucić. 

Dlaczego Psychoterapia nie Działa


Jest również taki moment w terapii, gdy Pacjent już dłuższy czas pracuje nad sobą (2-3 lata), stara się ze wszystkich sił (przynajmniej tak deklaruje) i zaczyna narastać w nim poczucie, że ten czas był stracony, że nic się nie zmieniło, że nie ma efektów. Ten moment często poruszacie w mailach, które od Was dostaję ("chodzę 3 lata na terapię i to bez sensu, terapeuta mnie nie rozumie, nic się nie zmienia"). I to jest właśnie ten punkt w terapii, któremu należy się większa uwaga, ponieważ właśnie wtedy dzieje się coś, co zwykle okazuje się momentem przełomowym (o ile Pacjent wytrwa i nie zerwie terapii, oczywiście podając ku temu wiele realnych i bardzo zasadnych argumentów). To, jak bardzo Pacjent czuje się nierozumiany, osamotniony pokazuje, jak bardzo brakowało mu tego już we wczesnych latach życia, jak również jest takim namacalnym dowodem tego, że w innych relacjach powtarza on to samo ("nikt nie jest dla mnie wystarczająco uważny, rozumiejący, współczujący, pomocny..."). Niestety często Pacjenci zostawiają dla siebie te przemyślenia, ewentualnie dzielą się nimi z terapeutą już w ostatniej chwili, gdy decyzja o przerwaniu terapii zapadła, gdy terapeuta nie ma szans, aby pokazać inną perspektywę, gdy Pacjent nie dopuszcza już do siebie innej możliwości spojrzenia na swoją sytuację. To z kolei pokazuje, jak bardzo Pacjent broni się (pomimo wcześniejszych deklaracji dotyczących współpracy i chęci zmiany) przed tym, by spróbować inaczej postrzegać siebie, innych ludzi.

Gdy terapeuta koncentruje się wyłącznie na realności, trudno mu wychwycić taki moment, w którym Pacjent może przeżywać relację terapeutyczną jako niewspierającą i gdy pojawia się myśl o zerwaniu terapii. Bywa i tak, że terapeuta zauważa głębokie rozdarcie wewnętrzne Pacjenta, zaprasza do refleksji nad tym obszarem, komentuje, ale Pacjent z jakiegoś powodu nie jest w stanie tego przyjąć. W takiej sytyacji mocno działa system obron, który nie pozwala Pacjentowi pójść dalej, skorzystać z terapii.

Powodzenie terapii zależy od wielu czynników, ale w dużej mierze związane jest z tym, jak silne jest przymierze terapeutyczne (czyli jak silna jest więź, którą Pacjent zdołał zbudować z terapeutą). I tak, jak to bywa w życiu, aby kogoś poznać, zacząć z nim budować coś trwałego, potrzeba czasu, nie można tego zrobić w kilka spotkań. A od wzajemnego poznania, do wprowadzania zmian jest jeszcze długa droga. Nie każdy chce i może podążać w takim kierunku, są Pacjenci, u których terapia faktycznie nie działa lub działa wyjątkowo powoli i subtelnie, dlatego tak ważna jest cierpliwość i szczerość w relacji, aby móc przetrwać trudny moment, przepracować niekorzystne doświadczenia i przeżyć terapię jako relację budującą wewnętrzną siłę Pacjenta.

.......................................................................................................................................................................

Jeśli rozważasz podjęcie psychoterapii, zastanawiasz się, która droga terapeutyczna będzie dla Ciebie odpowiednia, masz wątpliwości czy potrzebna Ci jest psychoterapia - umów się na konsultację, postaram się jak najlepiej pomóc Ci uporządkować to, co na tym etapie zawiłe i trudne.

Opinie o tym artykule
  • anna_s napisał: Dodane 22.11.2017
    Zastanawiam się, czy jak nei działa, to czy na pewno jest potrzebna. Rozczarowuje mnie, a nie miałam wysokich oczekiwań. Zgłosiłam się z chorobą afektywną i nie ma w tej sferze żadnej poprawy. Ale naczytałam się artykułów, że jak nie działa, to moja wina, więc od 7 miesięcy płacę tyle, ze nie zostaje mi kasy do konca miesiąca za rozmowy, które nic mi nie dają. Bo terapia musi działać i koniec. Szczerze mówiąc, najbardziej negatywnym doświadczeniem mojego życia obecnie jest to, że nie jem obiadów w pracy po 20-tym, żeby dawać kolejne tysiące na rozmowy, które są często fajne, ale nie zmieniają nic i czuć, ze to moja wina. Każdy kolejny terapeuta wynajduje mi zupełnie inny secik problemów, z którymi nie przyszłam. Analizujemy dokładnie rzeczy, które nie miały dla mnie za dużego znaczenia, bo na pewno miały, tylko sobie nie uświadamiam. No i czekam ileś lat na ten przełom, który nikt nie wie, czego miałby dotyczyć. Najgorsze jest, że wiadomo, nie można opuszczać sesji, odwołuję tylko jak naprawdę muszę (nie mam pieniędzy, mam ważne spotkanie albo wysoką gorączkę oraz mam depresję z którą nie mogę wyjść z domu i rozmawiać w ogóle). Boli mnie, że nic nie mówi się o ludziach takich jak ja inaczej, niż jak o tych głupich, co przerwali przed przełomem, który od iluś lat miał zaraz nastąpić. W ogóle wydawać się może, że nie ma takiej opcji, żeby mój problem miał podłoże chorobowe, nie psychologiczne. Ale i tak najśmieszniejsze jest to, że ciągle tam chodzę, bo presja i mit w 100% skutecznej terapii wszystkiego. Bardzo chciałabym przeczytać także o problemach, których terapia nie rozwiąże, a nie tylko o tym, że dziala i koniec, a jak nie działa, to pacjent niegotowy na zmianę. Bo nie wiem jak innym, ale mnie to nie robi dobrze.
  • Barbara Michno-Wiecheć napisał: Dodane 22.11.2017
    W terapii nie chodzi o to, aby kogoś obwiniać, ale o to, aby dostrzec własny wpływ na konkretne sytuacje. Ciągle jeszcze mamy do czynienia ze stereotypem, że terapeuta szuka winnego i albo będą to rodzice pacjenta albo sam pacjent. Jeśli podążymy tym tropem, nie trudno jest o rozczarowanie w terapii i inne niewygodne emocje, bo przecież nikt nie chce być obwiniany. I to pomieszanie (wpływ=wina) jest właśnie częstym zjawiskiem stanowiącym opór w terapii. Przy założeniu, że pacjent czuje się winny i doświadcza terapeutę jako osobę, która go obwinia, trudno jest pójść dalej, dostrzec co się pod tym kryje. A kryje się naprawdę wiele. Czasami łatwiej jest zmienić terapeutę i rozpoczynać ( poczuciu rozgoryczenia) wielomiesięczną pracę terapeutyczną od początku, niż spróbować przyjąć to, co mówi terapeuta. W Pani sytuacji uważam, ze bardzo ważne jest to, aby podzieliła się Pani swoimi uczuciami ze swoim terapeutą, ponieważ właśnie na tym polega przepracowanie trudności, które pojawiają się w relacji terapeutycznej, jak i innych relacjach. Jeśli chodzi o problemy, których terapia nie rozwiąże - terapia nie zmieni przeszłości, nie zmieni faktów, ale może pomóc w zmianie postrzegania, przeżywania tego, co miało miejsce. Czasami to trwa długo, jednak wiele zależy od gotowości pacjenta. Są takie osoby, którym nie można pomóc, ponieważ tak bardzo nie pozwalają sobie na to, by tę pomoc przyjąć. W tym miejscu powracamy do obszaru wpływ/wina - moje słowa można zrozumieć jako winę, a można dostrzec w nich to, że wiele zależy od pacjenta, na ile skorzysta z terapii.
  • Annn napisał: Dodane 16.04.2018
    Mam pytanie. Czy na powodzenie terapii, opór, pogorszenie moze wpływać także terapeuta? Mam taka sytuacje: Chodzę juz jakiś czas na terapie, na początku było poznawanie sie, czułam sie czasem trochę skrępowana i nieufna, ale nagle to minęło. Czas mojej "otwartości" (mam tu na myśli nie pilnowanie sie w tym co mówię, poczucie bezpieczeństwa, satysfakcji z relacji) rozpoczął sie, od pewnych 2 spotkan na których terapeutka okazała mi dużo ciepła i troski, była bardzo "nastawiona" na mnie, prowadziła ze mną aktywny dialog, wyglądała na bardzo zaangażowana w rozmowę. Potem sama stałam sie otwarta, nie-lękająca sie. Czułam sie dobrze tak, jakbym mogła jej wszystko opowiedzieć, bez poczucia osamotnienia,wstydu. Po dłuższym czasie takich spotkan zaczelam czuć sie troszke gorzej, troszke bardziej zmęczona (w sobie), i nie umiałam juz "tak dużo" mowić. Terapeutka jeszcze jedno spotkanie była "taka"jak opisałam, pózniej niestety było juz inaczej. I tak jest do teraz , czuje ze ją nie interesuje to co mam mowić, nie dostaje tez informacji zwrotnej, nie ma komunikacji empatycznej. Mam tez wrażenie ze ona nic po mnie nie zauważa (nieważne czy jest to negatywne czy tez nie), odnośnie moich emocji. Czuje w związku z tym poczucie winy, osamotnienia...czuje jakbym straciła zaufanie, ponieważ boje sie ze nawet jeśli znowu będzie ok to pózniej wróci ZNOWU do tego co jest teraz... zastanawiam sie także, czy ona zna mnie na tyle, ze wie, ze potrzebuje więcej troski żeby sie otworzyć :/ Nie umiem opowiedzieć jej o moich uczuciach. Mam jednak tez pytanie, czy gdy terapeuta coś zauważa po pacjencie to dzieli sie tym z nim, czy moze zostawia analizę dla siebie? A moze tylko obserwuje człowieka z zewnątrz i przez to nic nie zauważa ?
  • Barbara Michno-Wiecheć napisał: Dodane 17.04.2018
    Myślę, że te pytania wychodzą poza możliwości pomocy w formie forum, online, ponieważ to, co Pani opisuje jest dość unikatowe i zależy zarówno od specyfiki Pani osobowości, tej szczególnej relacji terapeutycznej i momentu w terapii. To, co mogę podpowiedzieć, to aby dała Pani sobie czas i, na ile to możliwe, spróbowała podzielić się swoimi myślami z terapeutką. Widać, że coś ważnego dzieje się w tej relacji i nawet jeśli znajdzie Pani doraźną odpowiedź na forum, to nie załatwi ona tego, co przeżywa Pani na terapii, można na chwilę przyniesie ulgę, ale trudności w relacji terapeutycznej pozostaną, do następnego razu. Warto się poprzyglądać z terapeutką temu, co Pani czuje, w jakich okolicznościach te uczucia powracają, co sprawia najwięcej trudności. Takie rozmowy bywają bardzo cenne i wiele pokazują, a co za tym idzie, terapia może pójść dalej. Powodzenia!
Dodaj własną opinię
Zaloguj się aby dodać opinię