Wolnoć Tomku w swoim Podświa-Domku

Zdjęcie
Dodano dnia 24.08.2016

Taką mam terapeutyczną refleksję w ostatnich tygodniach. Każdy z nas ma jakiś swój wewnętrzny dom i nawet jeśli jest on już ruiną, to trudno pożegnać się z tym, co dotąd stanowiło o naszej tożsamości, co jest (często trudną) historią. Wpuszczamy do niego fachowców, którzy nam mówią, jak go ocalić, naprawić, ale w głębi serca jest w nas silna blokada, "no bo z jakiej racji ktoś obcy ma nam wytykać błędy, w końcu to jest NASZ DOM." Najczęściej opis sytuacji traktujemy właśnie jako krytykę, negatywną ocenę, stąd tak trudno nam podjąć się pracy. Chcemy remontu, ale jednocześnie w taki sposób, aby niewiele zmieniać, aby zostało po staremu.

W psychoterapii często doświadczam takich momentów z moimi Pacjentami. Dzieje się tak najczęściej w dwóch sytuacjach - na samym początku, gdy Pacjent zgłasza się po pomoc, ale kompletne nie jest gotów dopuścić do siebie interpretacji opisującej to, na czym polega jego schemat działania oraz w czasie gdy relacja jest już na tyle blisko, że Pacjent boi się całkowitej zależności od terapeuty. W gruncie rzeczy problem opiera się na tym, że trudno jest zmierzać się ze swoją nieświadomością. Dopóki to, co Pacjent robi pozostaje w obszarze automatycznym, nienazwanym, to nawet jeśli stanowi kłopot, to jakoś jeszcze można z tym żyć. W chwili, gdy terapeuta interpretuje to, co nieświadome, pojawia się cały pakiet mechanizmów obronnych, chroniących ego Pacjenta przed rozpadem, zależnością, wściekłością. 

W takich chwilach często nasuwa mi się kolejne pytanie - czy odpuścić? Czy szczerze pokazywać Pacjentowi to, co robi i w jaki sposób niszczy sobie życie, czy niejako okłamywać go spełniając jednocześnie oczekiwanie "aby było miło, bo przecież jest to platne spotkanie, bo zadaniem terapeuty jest uspokajać a nie frustrować". W końcu w terapii, jak w życiu, nie ma nic na siłę, nie można kogoś zmusić do tego, aby chciał pracować, aby pomimo trudności wytrwał. A my wszyscy w tych czasach raczej oczekujemy komfortu i tego, by było miło, stąd pozbywamy się i uciekamy od tego, co trudne.

Ja pozostaję ze swoim dylematem, który staramy się rozwiązywać wraz z Pacjentem w każdym indywidualnym kontakcie terapeutycznym. Ciekawa jestem Waszych refleksji.


Wolnoć Tomku w swoim Podświa-Domku

..........................................................................................................................................................

Stań się częścią tego bloga. Zapraszam Cię do dyskusji - zaloguj się i zostaw swój komentarz. Jeśli uważasz ten wpis jako wartościowy - polub go i udostępnij. Chcesz, bym poruszyła frapujący Cię temat lub odnajdujesz się w opisanej sytuacji i potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną.

Opinie o tym artykule
  • Mal napisał: Dodane 27.09.2016
    Myślę, że lepiej nie odpuszczać. Lepsza jest prawda, nawet wtedy gdy w tym określonym momencie jest bolesna. Z czasem jako pacjent może przyznać rację, o ile zależy mu na jakiejkolwiek zmianie swojego życia.
  • Barbara Michno-Wiecheć napisał: Dodane 03.10.2016
    Zgadzam się z Panią, chociaż jako terapeuci płacimy za to czasem wysoką cenę. Bywa, że Pacjent jest tak hermetyczny, uparty przy swojej racji, że nie przyjmuje kompletnie niczego, a po takim (pozornie) bezowocnym spotkaniu daje upust swojej wściekłości np. poprzez szkalowanie terapeuty w sieci. To z kolei z wysokim prawdopodobieństwem może wskazywać na to, że terapeuta dotknął istoty problemu. Wtedy pozostaje jedynie nadzieja, że taka osoba za jakiś czas może zajmie się tym, co sprawia, że np.niszczy relacje albo nie potrafi ich w ogóle nawiązywać. Jednak zwykle ma to miejsce już z innym specjalistą, a ten, na którego Pacjent trafił za pierwszym razem pozostanie z uczuciem bezradności związanej z brakiem gotowości Pacjenta do przyjęcia pomocy.
Dodaj własną opinię
Zaloguj się aby dodać opinię