Matka Brzdąca Wszechmogąca - Histeria u Czterolatka

Zdjęcie
Dodano dnia 14.04.2016

Pamiętam jedną konferencję psychologiczną, podczas której gościem specjalnym była wybitna psychoanalityczka Nancy McWilliams. Podczas wykładu przytoczyła historię ze swojego życia, kiedy to jej 3,5-letnia wówczas córka wpadła w ogromną histerię z tego powodu, że chciała pójść pobawić się w ogrodzie, tyle że w tym czasie mocno padał deszcz. Dziewczynka nie rozumiała, że mama nie jest w stanie sprawić, by nagle się wypogodziło. To było kilka lat temu, wiele osób na sali uśmiechało się ze zrozumieniem, niektórzy komentowali sytuację z pewnością, że to takie proste ogarnąć rozwścieczone dziecko. Ja również tak myślałam. Do czasu, aż sama stanęłam w obliczu podobnej sytuacji, gdy mój niespełna czteroletni syn o 6 rano wpadł w podobny stan histerii, ponieważ był przekonany, że nie przytulał w nocy ulubionego pluszaka i teraz my (rodzice) mamy sprawić, aby była noc, by on mógł go utulić, w przeciwnym razie nie pójdzie do przedszkola. Każdy rodzic wielokrotnie doświadcza podobnych scen, a gdy jeszcze do tego dochodzą naprzemienne sprzeczne i bardzo silne oczekiwania dziecka, wtedy bez morza cierpliwości katastrofa jest bardziej niż pewna.

Histeria u Czterolatka


Dziecko przeżywa swoich rodziców, głównie matkę, jako omnipotentny obiekt, czyli osobę, która jest wszechmogąca, może wszystko zrobić. I jest to jak najbardziej zrozumiałe. Mama przecież odróżnia każdy rodzaj płaczu swojego dziecka (!), po grymasie twarzy odczytuje jego pragnienia, potrzeby. To jest niesamowita umiejętność, bez której dziecko skazane by było na nieustanną frustrację, brak poczucia bezpieczeństwa, odrzucenie, brak zrozumienia. Dzięki niej maluch uczy się, że mama może wszystko, i na pewnym etapie życia jest to prawdą. Gdy dziecko zaczyna dorastać, ma świadomość swojego ciała, własnej odrębności, autonomii, i jednocześnie nadal postrzega mamę jako osobę najważniejszą, od której wiele zależy. ALE - pojawiają się sytuacje, podczas których dziecko w bolesny (bo bardzo frustrujący, ubezradniający) dla niego sposób zaczyna się uczyć tego, że mama nie ma władzy absolutnej, np. nie może wpływać na warunki atmosferyczne. To trudne dla dziecka, gdyż ono cały czas pragnie, by zachować stały obraz mamy, a ta nowa świadomość wprowadza w jego świat przeżyć ogromną zmianę. To dlatego tak trudno jest maluchowi pogodzić się z tym, że nagle traci złudzenia, że w pewien sposób "odczarowuje" sytuację.

Dla dzieci ta forma nabierania świadomości jest czymś naturalnym i koniecznym do prawidłowego rozwoju osobowości. A każdy rozwój to zmiana, często bolesna. Nic więc dziwnego, że dziecko reaguje tak, jak potrafi, czyli krzycząc, płacząc, kopiąc, bijąc, rzucając się na podłogę. My, dorośli, niejednokrotnie także mamy ochotę tak zareagować, gdy coś lub ktoś nagle radykalnie odziera nas z iluzji, pokazuje w jakim błędzie żyliśmy, gdy ktoś nie spełnia naszych oczekiwań, pomimo zdeterminowanych próśb i błagań. I dziecku i rodzicowi w takich sytuacjach nie jest łatwo, szczególnie gdy histeria pojawia się nagle, a rodzic właśnie w tym momencie musi zrobić coś, co nie może czekać, np. wyjść do pracy.

Rodzice mają wiele skutecznych sposobów na to, by poradzić sobie z histerią dziecka. Tylko co to znaczy skuteczny sposób? Czasami chodzi nam o to, byśmy mogli jak najszybciej (prośbą, goroźbą, szantażem) wpłynąć na dziecko, aby wykonało to, o co my je prosimy, gdyż wymagają tego okoliczności. Nie myślimy wtedy o tym, co dzieje się w emocjach malucha, nie przywiązujemy wagi do naszych przeżyć, a szkoda, bo właśnie tam jest klucz do rozwiązania trudnej sytuacji. Rodzice znają swoje dzieci i wiedzą czym je postraszyć, aby były posłuszne. Mają wtedy szybki efekt, dziecko jest pod wpływem zależności w miarę uspokojone i można powiedzieć, że jest "po sprawie". No właśnie nie jest po sprawie. Sprawa jest, tyle że w środku. Dziecko wpada w szał, ponieważ nam w ten sposób komunikuje, że nie radzi sobie z jakąś trudną zmianą, z tym, że dotąd było inaczej. Czuje bezradność, lęk, nie wie co będzie dalej, nie wie co zrobić, w dodatku kompletnie nie rozumie tego, co się z nim dzieje. Dodatkowo, gdy rodzice reagują we wspomniany wyżej sposób, nie koncentrując się na przeżyciach dziecka, nabiera ono przekonania, że jego emocje, potrzeby nie są ważne, że nie może liczyć na wsparcie, zrozumienie, czuje się bagatelizowane, pomijane, odrzucone. Rodzice skarżą się często, że dziecko mówi, że nie wie dlaczego tak reaguje, bo ono faktycznie nie wie. Gdyby wiedziało, gdyby rozumiało, mogłoby naczej zareagować. Dziecko liczy wtedy na rodziców, na te dorosłe wszechmogące dotąd osoby, że coś zrobią, że ogarną sytuację, pomogą przetrwać i nie rozpaść się na milion kawałków. Tyle, że pomimo dorosłości, rodzice też nie wiedzą co się dzieje, nie wiedzą co zrobić, albo myślą że wiedzą, popełniając przy tym całą masę błędów. A dlaczego nie wiedzą? Bo sami od swoich rodziców nie doświadczyli troski i opieki, bo uważają, że trzeba być trwadym, by przetrwać, że rozczulając się nad dzieckiem można zrobić z niego "gapę, mazgaja, nerwusa", bo czują na ramieniu oddech surowej oceny ze strony innych ludzi. 

Ci sami dorośli nie wsłuchują się również z w siebie, często uważają, że mają niegrzeczne, rozkapryszone dziecko, przeżywają siebie jako niewystarczająco dobrych rodziców, nie dopuszczają do siebie tego, co uruchamia się w nich poprzez zachowanie dziecka (a na tym polu może dziać się bardzo wiele, gdyż nasze doświadczenia z dziećmi konfrontują nas z relacjami z rodzicami, z naszymi trudnymi doświadczeniami z tego okresu, z naszymi wyobrażeniami o sobie w roli rodzica). Rodzice również często wtedy wystawieni są na próbę cierpliwości i wytrzymałości, a dzieje się tak, ponieważ zwykle tłumaczą dziecku okoliczności w ten sposób, jakby rozmawiali z drugim dorosłym - podając racjonalne argumenty. A tu trzeba podejść jak do dziecka, czyli zlokalizować potrzebę, nazwać uczucia, powiedzieć o swoich, i przede wszystkim dać maluchowi akceptację jego uczuć (nie zachowań), być przy tym autentycznym, życzliwym, empatycznym, wyrozumiałym, czyli po prostu kochać dziecko i mu to okazać, a przy okazji rozeznać swoje emocje i frustracje, poradzić sobie z nimi, przetworzyć na pozytywny komunikat dla dziecka. Dziecinnie proste, nieprawdaż?

.....................................................................................................................................................

Stań się częścią tego bloga. Zapraszam Cię do dyskusji - zaloguj się i zostaw swój komentarz. Jeśli uważasz ten wpis jako wartościowy - polub go i udostępnij. Chcesz, bym poruszyła frapujący Cię temat lub odnajdujesz się w opisanej sytuacji i potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną.

Dodaj własną opinię
Zaloguj się aby dodać opinię