Toksyczna Matka Cechy - Celowe czy Nieświadome

Zdjęcie
Dodano dnia 24.01.2016

Ingerencja toksycznej matki w życie jej dziecka jest bardzo silna. Wystarczy przejrzeć fora internetowe, by zauważyć ogrom prawdziwych historii i tragedii synów i córek, kobiet i mężczyzn, mężów i żon pozostających pod wpływem destrukcyjnych matek. W każdej sytuacji jest to dość indywidualny problem, jednak wszystkie toksyczne matki mają wspólny zespół cech, zachowań, które prezentują w relacjach ze swoimi dziećmi.


Toksyczna Matka Cechy

  • nadmierna kontrola, 
  • nadopiekuńczość,
  • ciągłe wtrącanie się w sprawy dziecka,
  • brak zgody na separację dziecka, brak przestrzeni na przyjęcie odmowy,
  • stosowanie przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej,
  • rywalizacja z dzieckiem,
  • nadmierne wymagania,
  • brak reakcji na krzywdę dziecka,
  • etykietowanie,
  • manipulacja, 
  • wpędzanie w poczucie winy, 
  • obrażanie się,
  • brak zgody na założenie rodziny, utrudnianie relacji damsko-męskich,
  • szantaż emocjonalny,
  • delegowanie dziecka do pełnienia określonej roli w rodzinie,
  • tworzenie koalicji (tendencja do symbiotycznych relacji z dzieckiem), 
  • alkoholizm i obszar Dorosłego Dziecka Alkoholika (DDA),
  • choroba psychiczna, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia osobowości.

Celowe czy Nieświadome


Problem toksycznej matki to kwestia nieświadomych mechanizmów, jakie matka stosuje wobec dziecka. Często te zachowania wynikają z lęku o to, że ona sama lub ktoś inny mógłby jej zarzucić, że jest złą, niewystarczająco dobrą matką, stąd jej nadopiekuńczość i kontrola. Ponadto ona sama w swoim dzieciństwie doświadczyła wielu braków emocjonalnych, które kompensuje sobie poprzez nadmierną bliskosć z dzieckiem. Destrukcyjna matka stosuje także celowe działania, aby utrzymać dziecko w silnej zależności, jednak należy pamiętać, że w dużej mierze robi to automatycznie, nieświadomie. Każda z nich przyzna, że bardzo kocha swoje dziecko, chce dla niego jak najlepiej, inaczej nie potrafi. Trzeba pamiętać, że jeśli matka sama nie była kochana, czyli nie otrzymała mądrych granic, jej potrzeby i pragnienia nie były zaspokojone, sama została uwikłana z niezdrową relację z rodzicami, oddelegowana do pełnienia toksycznej roli, która scalałą rodzinę, to niestety powtarza ten wzorzec więzi przekazując kolejnemu pokoleniu.


Czy jest Wyjście


Sposobem na toksyczną matkę jest separacja i oczywiście indywidualna psychoterapia - zarówno matki, jak i dziecka. Trudno bowiem dziecku uwolnić się od jej wpływu, a matce trudno przyjąć do wiadomości, że samodzielność dziecka nie jest zła, nie jest wymierzona przeciwko ich relacji. Bywa, że wystarczy sama separacja i czas, jednak dzieje się tak często poprzez radykalne zerwanie relacji, czego w gruncie rzeczy nie chce żadna ze stron, bo przecież nie o to chodzi, aby zrywać relacje, ale o to, by je naprawić i czerpać z nich satysfakcję.

 

Historia Prawdziwa


"Co mam na swoje usprawiedliwienie? Chyba niewiele. Może tylko to, że nie wszyscy dostrzegli, iż urodziłam ósmy cud świata - 5800 waga, 55 cm długości i 10 punktów w skali. Byłam tak upojona zachwytem nad tobą, że nawet nie zauważyłam, jak odszedł od nas twój ojciec. Miałeś wtedy cztery lata. Wspierała mnie babcia, dla której cudem byłam ja sama, a ty oczywiście tego cudu zwielokrotnieniem. Wszyscy myślący inaczej stawali się naszymi wrogami. Nauczyciele - niesprawiedliwi, nieczuli, zbyt surowi. Koledzy - bez polotu, a dostający lepsze oceny. Przecież gdybyś tylko chciał, byłbyś najlepszy z matematyki, fizyki, angielskiego...Byłam przekonana, że lada moment zaczniesz chcieć. Czy to takie głupie? Na razie babcia smażyła ci naleśniki późnym wieczorem, gdy nie miałeś ochoty na rosołek, ja wydobywałam spod ziemi pieniądze na gitarę, bez której twoje życie nie miało sensu, przenosiłam cię w środku roku szkolnego do innego liceum, kiedy nauczyciele się na ciebie uwzięli, załatwiałam zwolnienie z wf., relegowanie z wojska, urlop dziekański na uczelni. Z bezprzykładną wiarą i nadzieją czekałam na moment, gdy nastąpi cud i staniesz się samodzielny, odpowiedzialny, mądry etc. Przecież taki byłeś. Może trudno to było dostrzec pod powłoką nieporadności, może nawet lenistwa czy egoizmu. Ale powłoka nie jest znowu taka ważna. Pisklęta też początkowo okryte są tylko delikatnym puchem. Pisklęta też otwierają szeroko dzioby i trzeba tylko dawać, dawać, dawać!

Jak to się dzieje, że ptaki doskonale wiedzą, kiedy przestać? Wiedzą, kiedy małym już się nic nie należy? Nie należy się pokarm, miejsce w gnieździe? Dzieciom należy się zawsze, nawet gdy po pisklęcym puchu nie pozostanie wspomnienie. Doskonale wiedziałeś, co ci się należy. Należało ci się pełne zrozumienie oraz stały podziw. Jeśli podziwiałyśmy cię z babcią, gdy tak doskonale radziłeś sobie z dziećmi w piaskownicy, czemu nie miałybyśmy cię podziwiać, gdy wracałeś nad ranem do domu, choć było to jeszcze grubo przed maturą? Dlaczego trudno nam było znosić towarzystwo twoich niezbyt okrzesanych kolegów? Kiedy żyła babcia, było mi trochę łatwiej. Może pozbawiona jej wsparcia zaczęłam tracić wiarę? No nie, wiara zawsze pozostaje, tylko może cuda bledną. A może przybierają inną postać? Cudem było, że wracając pijany, nie zasnąłeś gdzieś na ulicy. Zdejmowałam ci ostrożnie buty, otulałam kocem, a rano poiłam mocną kawą, choć to ja biegłam półprzytomna ze zmęczenia do pracy. Cudem było to, że po raz kolejny udawało mi się załatwić ci pracę, choć brakowało mi wiary, że wytrzymasz w niej dłużej niż parę tygodni. Cudem było to, że pokochała cię Dorota - taka śliczna i mądra. Nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że to małżeństwo nie ma szans. Dorota nie zawsze akceptowała twoje późne powroty, dom pełen kolegów, nie umiała usprawiedliwić złych humorów. A już zupełnie nie okazywała zrozumienia dla fatalnego samopoczucia powodowanego kacem. Mieszkaliśmy razem. - Niechże mama zostawi te śmieci, przecież to on miał wynieść! - wykrzykiwała sina ze złości Dorota. Mój Boże, czy warto o głupie śmieci tak krzyczeć?! Nie warto! Ani o śmieci, ani o bałagan, ani o kolegów. Może nawet o picie nie warto. Ani o to, że nie szuka pracy. Zresztą Dorota, odchodząc, wykrzyczała mi o wiele więcej:

- Żadna kobieta nie wytrzyma z mamą konkurencji. Żadna nie będzie tylko dawać i dawać, nie oczekując niczego w zamian!

Dorota odeszła, zostaliśmy sami, ja i ty - jedyny mężczyzna w moim życiu. Piłeś coraz więcej. Oczywiście winni temu byli koledzy. Piłeś, bo odeszła Dorota, bo nie odpowiadała ci praca, nudna i głupia lub zbyt ciężka. Piłeś, bo chyba w ogóle w życiu jest za głupio i za ciężko. Piłeś, bo los się na ciebie uwziął. Może rzeczywiście największe pretensje należy mieć do losu. Pomyśleć tylko - tylu pijanych wsiada do samochodu i wysiada z niego szczęśliwie. Ty miałeś niewiele ponad dwa promile, jechałeś wolniutko i ledwie uszedłeś z życiem. Zabierając cię ze szpitala, dziękowałam Bogu, że straciłeś tylko nogę. Bez nogi można żyć. Jeśli się naprawdę chce, można wszystko. Właśnie nastąpił przełomowy moment i teraz zaczniesz chcieć! Chciałeś, abyśmy zamienili mieszkanie. Nie radziłeś sobie ze schodami, wstydziłeś się sąsiadów. Zamieniliśmy więc nasze piękne mieszkanie w starej, ale ciągle jeszcze ekskluzywnej kamienicy na dwa malutkie pokoiki na parterze. Właściwie klitki w bloczysku przylegającym do zaniedbanego skwerku. Wspaniałomyślnie zgodziłeś się na wózek inwalidzki. Zacząłeś samodzielnie wyjeżdżać z domu. Rozpierała mnie duma i nadzieja. Byłeś taki dzielny! Nareszcie zaczynałeś czegoś chcieć. A chcieć to móc! Chciałeś skończyć kurs komputerowy, chciałeś nawiązać nowe kontakty z ludźmi, chciałeś nawet nawiązać kontakt z Dorotą. Upajałam się tym szczęściem do tego stopnia, że znowu nie zauważyłam, kiedy zaczęli cię otaczać tamci koledzy. Moje pokorne błagania doprowadzały cię do furii, moje łzy przyprawiały o wściekłość. Nienawidziłeś mnie. Można znienawidzić za nadmiar miłości, ufności, nadmiar nadziei. Nienawiść była także we mnie. Odejść od narzeczonego, męża, kochanka - tak! Ale odejść od własnego dziecka? W dodatku kalekiego. Zostawić samo, żeby wołało: "Mamo, daj mi, mamo, daj"... A ja nie rzucam wszystkiego, nie przybiegam, bo przecież nic nie jest ważniejsze od ciebie. Moje bezradne pisklę. Moje prawie czterdziestoletnie dziecko.

Nie, nie powiedziałam ci, że odchodzę. Może nawet sama nie bardzo w to odejście wierzyłam. Jednak przygotowywałam się, choć ciągle biegłam na twoje zawołanie. Myślałam o wynajęciu mieszkania. Blisko ciebie. Tak, abyś został sam, ale żebym mogła cię obserwować. Jednocześnie wiedziałam, że jeśli nie znajdę się dostatecznie daleko, nigdy nie będę miała tyle siły, żeby naprawdę odejść. Wtedy znalazłam w gazecie ogłoszenie: "Poszukujemy osoby samotnej, kulturalnej i odpowiedzialnej, która zaopiekuje się naszym domem na czas wyjazdu". Z niewielką walizką wyjechałam na drugi koniec Polski. Zostawiłam ci w kuchni kartkę: "Dokąd będę żyła, korzystaj z konta, na które wpływa moja emerytura".

Malutkie miasteczko, zadbany domek z ogródkiem...To było dwa lata temu. Marek i Barbara stale powtarzają, że jestem ich opatrznością. Nie mieli zresztą specjalnie wyboru. Pięcioletni zagraniczny kontrakt podpisany, lada dzień należało wyjechać. Córka jedynaczka w odległym mieście na studiach, rodzina daleko, zajęta własnymi sprawami! No i ten domek, niewielki wprawdzie, ale zawsze dorobek całego życia, jak tu komuś powierzyć? Marzyli o kimś takim jak ja. Dwa dobre, spokojne lata, synku. Ponad siedemset dni i nocy. Nie nasłuchuję, kiedy wrócisz, nie przeszukuję zakamarków, tropiąc ukryte butelki, nie zamykam się w kuchni, aby nie słyszeć bełkotu twoich kolegów. Nie wyglądam na listonosza, bo nie może nadejść list, jeśli się nie zna adresu, nie nasłuchuję telefonu, bo przecież nie możesz zadzwonić, nie znając numeru. Tylko nie wiesz, ile trzeba mieć silnej woli, żeby nie zadzwonić. Synku - nie mogę zadzwonić, mimo że bezustannie słyszę twoje "mamo". Nie zadzwoniłam nawet do Doroty, chociaż mam przeczucie, że wie, co się z tobą dzieje. Może kiedyś zadzwonię. Błąkam się po pustych pokojach cudzego domu. Kulturalna, odpowiedzialna. Samotna. Cieszę się tym, że jestem dla kogoś opatrznością. Nie potrafiłam być opatrznością dla ciebie. Mogę tylko prosić Boga, aby jakaś mądra opatrzność czuwała nad tobą. Nie będę jej przeszkadzać, synku."

Praca nadesłana na konkurs "Kobieta na zakręcie. Jak zmieniłam swoje życie" zorganizowany przez "Wysokie Obcasy" i wydawnictwo Świat Literacki.

.............................................................................................................................................................

Stań się częścią tego bloga. Zapraszam Cię do dyskusji - zaloguj się i zostaw swój komentarz. Jeśli uważasz ten wpis jako wartościowy - polub go i udostępnij. Chcesz, bym poruszyła frapujący Cię temat lub odnajdujesz się w opisanej sytuacji i potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną.

Dodaj własną opinię
Zaloguj się aby dodać opinię